Czy banki informowały frankowiczów, jakie ryzyko niosą zaciągane przez nich kredyty? Jeśli tak, to znaczy, że ci ostatni byli świadomi, że przy okazji kredytu nabywają… instrument finansowy. Jeśli nie, to banki mają problem. A mają.

Niejasne określenie kursu franka szwajcarskiego i przerzucenie konsekwencji jego wzrostu na barki kredytobiorców – to nie tylko zagranie mocno nie fair. (Biorąc pod uwagę, że bank dodatkowo zarabia na sprzedaży waluty). To przede wszystkim naginające prawo zapisy i to one są podstawą do stwierdzenia nieważności umowy kredytowej.

Co ciekawe, mechanizm indeksacji to nic innego jak instrument finansowy, który został wpleciony w umowę o kredyt. A używać go mogą jedynie profesjonaliści grający na rynku finansowym, jak podkreśla prawnik Ireneusz Łazarski. Czy za takie osoby można uznać wszystkich kredytobiorców we frankach? Mocno wątpliwe. Frankowicze chcieli tylko kupić nieruchomość na kredyt, nie grać na rynku finansowym! Nie wyedukowano ich należycie w temacie, bo nie istnieją na to dowody w formie dokumentów. A należało przecież tak zrobić.

Frankowicze brali kredyt hipoteczny – a to się zwykle wiąże z zobowiązaniem na kilkadziesiąt lat. Nie mogą się z niego szybko wycofać, by ograniczyć ryzyko strat – choć taką możliwość mają gracze na giełdzie. A dlaczego kredytobiorcy nie, skoro de facto kupili instrument finansowy? Dlaczego to tylko oni mają tracić, nie banki? Dlaczego zabrakło równowagi, równości stron? No właśnie. Tego rodzaju pytań można zadać jeszcze wiele.

Już w czasach popularności kredytów frankowych dzisiejsze KNF ostrzegało przed zobowiązaniami w obcej walucie. Alarm został jednak zignorowany. Ówczesna władza sprzeciwiała się jakimkolwiek ograniczeniom w dostępie do takich kredytów, twierdząc, że rząd musi chronić interesy zwykłych ludzi, którzy chcą dostać tani kredyt. Kogo więc winić poza bankami? Instytucje państwowe? Oczywiście, że tak, sam raport NIK z 2018 roku dowiódł, że te zawiodły. Stąd niektórzy frankowicze pozwali latem nawet Skarb Państwa.

Jak widać, to problem bardzo złożony. Ci, co umywają ręce, nie są bez winy. Kredytobiorcy we frankach nie mają jednak co liczyć na pomoc państwa, bo problemy banków to problem dla gospodarki. Jedyne, co im zostało, by odzyskać pieniądze i święty spokój, to pozwanie kredytodawcy.

O autorce:

Wanda Sielewicz – pasjonatka prawa, nie tylko polskiego. Doktorantka o dyscyplinie prawo Uniwersytetu Warszawskiego, magister prawa francuskiego o specjalizacji: francuskie i europejskie prawo biznesowe Uniwersytetu w Poitiers. Jest również z wykształcenia ekonomistą – ze specjalizacją w zarządzaniu finansami. Doświadczenie zawodowe zdobywała w warszawskich kancelariach prawnych, zajmując się prawem handlowym oraz procesowym o specjalności odszkodowawczej. Jej specjalizacja to odszkodowania i zadośćuczynienia za niesłuszne pozbawienie wolności osób represjonowanych z powodów politycznych w latach 1944-1989. Jej najnowszy projekt, mamkredytwefrankach.pl, skupia się na pomocy frankowiczom. Nr tel.: 695 334 607.