Energa MKS Kalisz – BKS BOSTIK Bielsko-Biała 2:3 (25:16, 12:25, 25:18, 23:25, 5:15) MVP: Dominika Pierzchała (BKS BOSTIK) Energa MKS: Drużkowska, Gałkowska, Żurowska, Cygan, Łukasik, Kucharska, Wysokińska (libero) oraz Mucha, Gajewska, Dudek, Miechowicz. BKS BOSTIK: Kazała, Polak, Janiuk, Pierzchała, Orvosova, Szlagowska, Drabek (libero) oraz Mazur (libero), Łyszkiewicz, Chmielewska, Borowczak.


Po wygranej w Radomiu, bielszczanki na mecz 10. kolejki TAURON Ligi udały się do Kalisza, by zagrać z tamtejszą Energą MKS. Kaliszanki na wygraną w lidze czekały od miesiąca. W międzyczasie z pracą w klubie pożegnał się trener Jacek Pasiński, którego zastąpił Adam Czekaj. Obie drużyny, choć ich aspiracje sięgają zdecydowanie wyżej, początek sezonu nie mają zbyt udany i plasują się w dolnej połówce tabeli. Dla obu więc czwartkowe spotkanie miało niebagatelne znaczenie.
Już na początku pierwszej partii gospodynie zyskały lekką przewagę, którą z biegiem czasu powiększały. Dobrze w ataku radziła sobie eksbielszczanka – Karolina Drużkowska, która w całym meczu zdobyła aż 23 punkty! Z kolei atak bielszczanek w premierowej odsłonie meczu był bardzo słaby. Zupełnie nie istniał bielski blok, którym w tym secie zespół trenera Bartłomieja Piekarczyka nie punktował wcale. Dodając do tego dużą liczbę błędów własnych, trudno było przeciwstawić się rozpędzonym kaliszankom.
Drugi set przyniósł metamorfozę, o której bielscy kibice mogli tylko marzyć. Poprawa w ataku, szczególnie u Gabrieli Orvosovej, a także zdecydowanie lepszy blok BKS BOSTIK Bielsko-Biała sprawiły, że gra bielszczanek wyglądała lepiej. Gorzej z kolei radziły sobie gospodynie, które popełniały więcej błędów. Od stanu 10:7 drużyna trenera Piekarczyka zdobyła sześć punktów z rzędu i stało się jasne, że za kilka chwil w meczu będzie remis 1:1. W drugiej fazie seta przyjezdne nie zamierzały się zatrzymywać i skutecznie zrewanżowały się kaliszankom za pierwszą partię, wygrywając do 12.
Wydawać, by się mogło, że po tak wyraźnym zwycięstwie, bielszczanki pójdą za ciosem. Było tak do stanu 8:6, ale wówczas gospodynie popisały się sześciopunktową serią i wyszły na prowadzenie 12:8. Drużynie z Bielska-Białej udało się jedynie zbliżyć na dwa punkty (14:16), ale Energa MKS w tym secie nie dała się już dogonić. Świetnie grała Karolina Drużkowska, którą wspierały Aleksandra Cygan i Monika Gałkowska. W efekcie znów wysoko wygrały gospodynie – 25:18.
Początek czwartego seta zdawał się wskazywać na drużynę trenera Czekaja, która prowadziła 5:1 i 9:4. Wydawało się, że kaliszanki kontrolują wydarzenia na boisku. Wówczas jednak sygnał do ataku dała Aleksandra Kazała, która zdobyła punkt atakiem i blokiem. Po trzech kolejnych atakach Gabrieli Orvosovej było już po 11 i choć Energa MKS znów odskoczyła na trzy punkty (15:12) to bielski zespół wiedział już, że takie straty można odrobić. Tak też się stało! BKS BOSTIK doprowadził do wyrównania 17:17. W dalszej fazie seta sprawy w swoje ręce wzięła czeska atakująca bielszczanek, która znów była bezbłędna. W nerwowej końcówce więcej zimnej krwi zachowały przyjezdne, które wygrały 25:23.
Wydaje się, że czwarty set wpłynął wyraźnie na wydarzenia w piątej decydującej partii, która wyrównana była tylko na początku. Od stanu 3:3 w dwóch ustawieniach BKS BOSTIK wypracował sobie kolosalną przewagę (11:4). Duża w tym zasługa ataków Gabrieli Orvosovej oraz bloków i wybloków Dominiki Pierzchały, która w cały meczu zdobyła 7 punktów blokiem, a aż 8 razy dotykała piłki w tym elemencie pomagając koleżankom w obronie. Skutecznie w tym secie w ataku spisywała się również Martyna Borowczak, która zastąpiła na boisku Weronikę Szlagowską. Systematyczne zagrywki na Karolinę Drużkowską wreszcie przyniosły efekt, gdyż Drusia zaczęła mylić się w przyjęciu. Skrzętnie wykorzystała to Ewelina Polak, której zagrywki sprawiały byłej bielszczance sporo kłopotów. Ostatecznie BKS BOSTIK Bielsko-Biała zdeklasował w tiebreaku gospodynie 15:5 i wygrał cały mecz 3:2.