Maciej Kalarus, pomysłodawca akcji „Klapki dla Gambii”, podzielił się z nami swoimi wrażeniami z zakończonej niedawno podróży do Afryki. Ile klapek udało się zebrać, jak reagowali ludzie i co wydarzyło się po drodze? Zapraszamy do lektury!

W czerwcu na korytarzu jednego z budynków Akademii Techniczno-Humanistycznej stanęło wielkie pudło. Z początku powoli, a potem coraz szybciej, zaczęło zapełniać się kolorowymi klapkami. Tak rozpoczął się pierwszy etap akcji „Klapki dla Gambii”. Założenie było proste – zebrać jak najwięcej klapków, a potem spakować je do samochodu, zawieźć do Afryki i rozdać tamtejszym dzieciom. Pomysłodawcą akcji jest Maciej Kalarus, nauczyciel akademicki i podróżnik. Podróżując po biednych krajach świata, widziałem bose dzieci, których obraz robi zawsze smutne i przygnębiające wrażenie. Nie można tego nie zauważyć. Te obrazy bolą i zostają na zawsze. I tak, od słowa do słowa, wykrystalizowała się idea, by jakoś temu zaradzić – wspomina Maciej. Pomysłów było wiele – łącznie ze zbiórką rowerów. Ostatecznie jednak, głównie ze względów praktycznych, wygrały klapki. Względy praktyczne spowodowały również, że klapki trafiły właśnie do Gambii – stosunkowo łatwo można tam dotrzeć samochodem terenowym. Ale, jak dodaje Maciej, to nie wszystko: Trzeba też pamiętać, że Gambia według statystyk to jeden z dziesięciu najbiedniejszych krajów świata – to też ma znaczenie. Pomagamy naprawdę najbiedniejszym z biednych.

Maciej nie kryje zadowolenia z przebiegu zbiórki: W sumie, przez trzy tygodnie trwania akcji, udało nam się zebrać 680 par kolorowych klapków. Liczba imponująca, zważywszy na fakt, że akcję organizowaliśmy pierwszy raz, bez większego rozgłosu i promocji. Przede wszystkim nie zawiedli studenci ATH, którzy sukcesywnie napełniali wielki karton przygotowany specjalnie na tę okazję. Mogliśmy też liczyć na kadrę dydaktyczną i pracowników administracyjnych naszej uczelni – wszyscy dokładali po cegiełce. Miłym zaskoczeniem był także odzew z bielskich szkół i przedszkoli, gdzie spontaniczną zbiórkę koordynowało kilku nauczycieli. To dobry prognostyk na przyszłość. A dziś najbardziej cieszy świadomość, że 680 par klapków chodzi właśnie po Afryce i spełniają swoje zadanie – dla nas to niesamowite.

W lipcu przyszedł w końcu czas na wyprawę do Gambii. Klapki zapakowano do samochodu i Maciej ruszył w drogę. Nie ukrywa, że najbardziej bał się kontroli granicznych. Na szczęście okazało się, że niepotrzebnie: Myślę, że kontroli granicznych każdy z darczyńców obawiał się najbardziej i przed podróżą była to jedna wielka niewiadoma. Kilkaset par klapków musi budzić pytania pograniczników o przeznaczenie takiego transportu: czy nie jest to na handel, czy należy się cło, czy nie mamy do czynienia z jednym wielki przemytem? Jednak rzeczywistość okazała się nad wyraz łaskawa. Nikogo na granicach klapki nie interesowały, a służby celne szukały tylko broni i narkotyków. Klapki nie robiły na nikim wrażenia, a jeśli już ktoś pytał, to tłumaczyłem, że to prezent dla dzieci w Gambii – i takie tłumaczenie w zupełności wystarczało. Tak naprawdę oklejony samochód wzbudzał zainteresowanie samym oklejeniem, jednak z zewnątrz nikt nie przypuszczał, że w środku jedzie tyle „plastic shoes”. Do Gambii udało się więc dotrzeć bez większych problemów i nadeszła pora, by rozdać zebrane klapki tym, do których miały trafić. Okazało się, że to właśnie ten etap akcji wymagał najwięcej planowania: Wydaje mi się, ze rozdawanie było najtrudniejszym etapem całej akcji. Wszyscy myśleliśmy, że trudna i karkołomna będzie droga albo przeprawy przez kilka granic z setkami par klapków – nic z tego. Nic bardziej mylnego. Najtrudniej było dobrze rozdać: z głową, nie byle jak i byle komu, i nie byle gdzie. Od wielu, wielu lat mówi się w Europie o rozsądnym pomaganiu, o przemyślanym ukierunkowaniu pomocy i efektywnej dystrybucji. Umówmy się: inaczej budujemy drogi i studnie, inaczej rozdajemy lekarstwa, a jeszcze inaczej żywność – wszystko ma jakąś zasadę i trochę o to w tym wszystkim chodzi, by pomagać bez chaosu, bez bezmyślności i bez rujnowania świadomości tych, dla których coś robimy. Trudne, ale nie niemożliwe. Różni są też darczyńcy: rządy państw, organizacje społeczne, Kościoły, różnego rodzaju fundacje i stowarzyszenia, czy też – tak jak my – osoby prywatne. Przy rozdawaniu naszego kolorowego prezentu kierowałem się zasadą, by klapki trafiły do dzieci najbardziej potrzebujących, jednak bardzo trudno z marszu to ocenić i zrealizować. Bardzo trudno, tym bardziej, gdy działasz pierwszy raz na nieznanym terenie. Dzięki pomocy kilku miejscowych osób mam pewność, że dla wielu dzieci są to pierwsze buty w życiu. Często w licznych rodzinach na trójkę, czwórkę rodzeństwa przypada jedna para starych klapków i ten, kto akurat potrzebuje, ten bierze i idzie.


Na koniec pytam Macieja o jego wrażenia z podróży. Czy jest coś, co szczególnie mocno utkwiło w jego pamięci i co będzie często wspominał? Przede wszystkim była to nieograniczona radość dzieci. Trudno to opisać i opowiedzieć. Uśmiech, uśmiech i jeszcze raz uśmiech. Nigdy wcześniej tego nie widziałem, tym bardziej w Afryce. Akcją „Klapki dla Gambii” wzbudziliśmy całą wielką falę uśmiechu i radości – to jest bez wątpienia największe wydarzenie, największa sprawa. Nawet teraz, gdy rozmawiamy, nasze klapki już zdają egzamin. Już chodzą po Afryce, już są w akcji. Dzieciaki w Gambii, to bardzo żywiołowe istoty, trudno je okiełznać i gdy widzą białego przybysza z Europy i zaraz potem kolorowe klapki, zapominają o Bożym świecie, naprawdę – tak to wygląda na żywo, live. Po prostu eldorado. Dzieci krzyczą, wrzeszczą, biegają, wymieniają się, skaczą jedno przez drugie. Potem komentują, komenderują sobą, rozprawiają o wszystkim. Podekscytowane wchodzą na siebie, niektóre (przyprowadzone przez rodziców) są wystraszone i zlęknione – tak też bywa, to normalne. Kilkoro klaszcze, inne skaczą po kałuży, by wypróbować. Kosmos. Z mojego punktu widzenia ta radość była najważniejsza, ona wywraca świadomość. Trochę tej radości można zobaczyć na zdjęciach, które sukcesywnie są zamieszczane na facebookowym profilu „Klapki dla Gambii” – gdzie serdecznie zapraszam.